Lekarz zignorował stan kilkudniowej Lusi. Przez niego omal nie umarła

Emilka była nastolatką, gdy zaszła w ciążę i na świecie pojawiła się mała Lusia. Jej opiekunem prawnym została 42-letnia babcia Justyna, która włożyła całe w serce w tę relację. Dziewczynka na świat przyszła zdrowa, dostając 10 punktów w skali Apgar, ale już następnego dnia jej stan był krytyczny.

Noworodek trafił na oddział chirurgii, a z niego do pediatry, którzy orzekł, że stan dziecka jest na tyle dobry, że można wypisać je do domu

Niestety to mijało się z prawdą, ponieważ dziewczynka miała zapalenie jelit i sepsę. Trafiła znów do szpitala, a gdy ponownie specjaliści myśleli, że wszystko z nią w porządku, wypisali ją do domu. To nie trwało długo, ponieważ dziewczynka zaczęła mieć nadęty brzuszek i wymiotowała. Babcia była przerażona, a mama Lusi nie wiedziała, co ma robić w takiej sytuacji.

Zgłaszałyśmy to lekarzom, ale oni nas ignorowali. Mówili tylko, że nie wiedzą, co dolega małej. Dopiero po dwóch kolejnych dniach zdecydowali się na operację. Bałam się jak nigdy w życiu

Lekarz zignorował stan kilkudniowej Lusi. Przez niego omal nie umarłaUdostępnij

Lusia trafiła na stół operacyjny. Lekarze pięć długich godzin walczyli o jej życie

Co wydarzyło się, że dziecko było w takim stanie? Ponownie dostała sepsę oraz zapalenie otrzewnej i przez to trzeba było wykonać przetokę, czyli tak zwaną stomię.

Po operacji usłyszałyśmy, że stan Lusi jest bardzo ciężki, a rokowania są zerowe

Dziewczynka była w śpiączce przez kilka dni. Na szczęście dziś dochodzi do zdrowia, ale można było tego uniknąć…

Najbliżsi dziewczynki są rozżaleni tym, że dziecko w tak ciężkim stanie zostało wypisane ze szpitala do domu. Szpital w rozmowie z fakt.pl powiedział, że zajmie stanowisko w tej sprawie.

Aż się nie chce wierzyć!

*zdjęcie ma charakter poglądowy

Źródło: plus.poranny.pl | Fotografie: imgur.com, pxhere.com